tym razem trochę po urodzinach, ale skrobnąć coś trzeba.. w końcu ten blog nie może umrzeć :)
skomentuj (7)
Eh.
Tak mi się zachciało coś skrobnąć.
Po prostu.
Urodzinkowo.
Caitlyn nie może umrzeć :)
"pragnę uśpić swą pamięć
zmysłom czujność odebrać
by jakoś jesień tę przetrwać"
wspomnienia gasną, miażdżone przez codzienność, przez regularne głuchacze, przez tą męczącą świadomość,że...
eh. tego chciałam w końcu.
czy kurwa nigdy nie może być dobrze?
Zaczął się sezon na moje przeziębienia i infekcje i grypy przewlekłe. Siedzę więc w domu z toną leków wokół i zaleceniem picia actimelków, ale nieistotne.
Powrót do normalności okazał się być trudniejszym, niż mogłabym się spodziewać. Zmiany, wielkie zmiany zaszły we mnie w czasie tych wakacji. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale wiem, że tak jest. Zupełnie inne myśli, inne podejście, inna ja. Nie mogę na nowo przyzwyczaić się do codzienności, choć nie mam pojęcia, dlaczego. Nevermind, jak to mówią.
Inne niusy: dwa filmy zrobiły na mnie ostatnio ogromne wrażenie. Największe od czasów "21 gramów". Przeżywam je do dziś. Chodzi o "Tańcząc w ciemnościach" [chwała genialnej Bjork] i "Złe wychowanie" [podoba mi się najbardziej ze wszystkich dotychczasowych filmów Almodovara]. Mistrzostwo. Więcej takich produkcji, proszę!
...Tęsknię. Nie tyle za nim samym, co za tym uczuciem, za tym magnetyzmem, za tymi iskrami, za tym niewiarygodnym stanem. Po prostu za tym, co było między nami. I choć na brak mniej lub bardziej romantycznych przygód wakacyjnych tego lata narzekać nie mogłam, to ta była najważniejsza. Jak film, jak piękny sen, jak najśmielsze marzenie.
I remember clearly how you looked the night we met
I recall your laughter and your smile
I remember how you made me feel so at ease
I remember all your grace, your style
And now you're all I long to see
You've come to mean so much to me
Chances are I'll see you
Somewhere in my dreams tonight
You'll be smiling like the night we met
...You're the only one I can't forget
Baby you're the best, I've ever met (?)
Aha. W odpowiedzi na zainteresowanie postacią LaBeoufa [tego od poematu notkę niżej], zamieszczam linki do kilku jego zdjęć. W niektórych przypadkach trzeba kliknąć w kwadracik i powiększyć.
Klik, klik, klik, klik, klik, klik, klik i klik.
Tak oto niby powinien wyglądać mój ideał. Oczywiście to czysta teoria, bo w rzeczywistości wszystkie te historie o ideałach są diabła warte. Przekonałam się na własnej skórze. No, ale popatrzeć zawsze można, czyż nie? ;)
Okazało się, że chłopczyk, którego aparycję podziwiam od dłuższego czasu, poza prezencją mojego wyśnionego ideała, posiada też dużą wrażliwość i bądź co bądź, trochę oleju w otoczonej lokami główce. To, co napisał po 11/09/01 [miał wtedy 15 lat], zdaje się być dzisiaj, zwłaszcza w obliczu ostatnich wydarzeń, bardzo aktualne. Niby prosty banał, ale niezmiernie mi się podoba.
"one man"
me as only one man, how do i stop all this hate?
how can i replace it with love instead of sealing my fate?
me as only one man, how do i love?
smile at those lost, smile from above
me as only one man, how do i give?
make yourselves love one another
we only have one life to live
why would you cut yourself short?
just because of another person's actions?
instead give help, love and there would be no need for weapon
me is only one man, how do i survive?
yeah, we've had some tough times but we're still alive
just remember, life is only as good as you make it
us as americans, we'll make it
let's get rid of all this anger, and replace it with unity
even just one hug or handshake
can make a difference in the community
me as only one man, they call me an american
no matter if i'm christian, jewish, muslim, catholic, any persuasion
i think through this pain, i've learned a powerful lesson
that it's awesome to be an american citizen
/written by Shia LaBeouf/
Nagle w tłumie w samym środku miasta - Ty, po prostu Ty...tak zaczęła się wakacyjna przygoda, on był jeszcze młody i ona była młoda...jeden dzień, jedna noc, a w życiu jakby piękniej, byłam z nim parę chwil, było tak namiętnie...mieliśmy wiecznie trwać na jednej z dzikich plaż, chciałam ze wszystkich sił pozostać z Tobą tam...i zatrzymać ten czas...niech ta chwila trwa, niech ona dzieje, dzieje się, oddałabym za nią siebie teraz...najważniejsze jest to, że jesteś...uczę się Ciebie na pamięć...rozpaczliwie na pamięć...nawet kiedy jesteś tak blisko mnie, tęsknię już za Tobą...a łzy popłyną cichutko, bo pragnę Ciebie zatrzymać, jak czas zaklęty magicznie w złocistej kropli bursztynu...tego chciałam, byś zniknął raz na zawsze, właśnie to dostałam...muszę zapomnieć wszystko, co mi powiedziałeś...może zapomnę kiedyś o tym, że istniałeś...
Dziękuję mojej najukochańszej Ann za te dwa tygodnie. Dziękuję też R.,M., drugiemu M. i chwała nawet mało rozgarniętemu Ł., bo ostatecznie gdyby nie on, chyba nie poznałabym tych poprzednich.
A szczególne podziękowania chciałabym złożyć pewnemu synowi błękitnego nieba, za wehikuł czasu, i za elę też, i za salta na bulwarze, za czarnego konia, za piasek w ustach, za ciche brzdąkanie piosenki gawlińskiego pod całodobowym, za marchewki, i za bondżowiego, za nocne spacery wąwozem, za wszystkie słowa, za wokalizy z dedykacjami budzące pół wsi o 4 nad ranem, a przede wszystkim za to, że był.
Szalone, cudowne dni. Melanże na skarpie tudzież na polu namiotowym, przeżyyyyyj to saaaam na całe gardło, latający dywan zamiast koca, wschody i zachody słońca, pęknięte struny, i zatrzymaj ten czas,proszę,zatrzymaj, pielgrzymki do sklepu, spadające gwiazdy, whisky moja żono, dwa księżyce plus cień, śpiworek jako worek czyli śpi, Santana na dwie gitary, dolne Zimbabwe, zajebistka sprawatka, nothing else matters, ludzie,patrzcie,queen mary na horyzoncie. a może to był tajtanik?
"To już minęło, ten klimat, ten luz, wspaniali ludzie nie powrócą już
dużo bym dała, by przeżyć to znów, wehikuł czasu - to byłby cud"
skoro już cytuję Ryśka, trza też dodać, że w życiu piękne są tylko chwile. no przecież.
¯ mmmmm, son of the blue sky...